Posts Tagged ‘ekologia głęboka’

Sudety biją na alarm · Zielone Wiadomości

Szklarska Poręba, Karpacz, Kudowa Zdrój, Radków pod Szczelińcem i inne kurorty są zagrożone planami uruchamiania kopalń uranu dla polskiej elektrowni atomowej. Obecnie takie złoża eksploatuje się poprzez wtłaczanie pod ziemię stężonego kwasu siarkowego i innych niebezpiecznych chemikaliów, w tym również cyjanku potasu.

więcej:  Sudety biją na alarm · Zielone Wiadomości.

Reklamy

J.Ś. XVII Karmapa: Buddyzm ekologiczny – na ścieżce współczucia i pustki (fragmenty))

(….) Przepaść pomiędzy bogatymi i biednymi jest większa niż kiedykolwiek przedtem:  wygląda na to, że orędownicy wzrostu gospodarczego zapomnieli o biednych, aby przynieść korzyść bogatym. Ponadto w wielu biedniejszych częściach świata jest największa różnorodność biologiczna, a stopień degradacji środowiska najwyższy.  Czy obecny model rozwoju gospodarczego jest w stanie ochronić i odnowić nasze cenne zasoby naturalne?  Czy możemy  pożyczyć zasoby naturalne, a następnie zwrócić je następnym pokoleniom?  Jeśli nie, znaczy to, ze okradamy Ziemię z jej bogactw, nazywając to rozwojem gospodarczym.

Współczesna gospodarka wydaje się być płodnym  drzewem ogromnego bogactwa. Podziwiamy mnogość jej gałęzi i lśniące zielone liście i sądzimy, że jest najlepszym drzewem na świecie.  Lecz patrzymy tylko na jego górną połowę, ponieważ dolna połowa znajduje się pod ziemią. Gdybyśmy spojrzeli pod powierzchnię, moglibyśmy odkryć, że korzenie drzewa umierają na skutek znęcania się nad nim  i zaniedbania.  To tylko kwestia czasu, zanim obumierać zacznie górna część drzewa. Udzielanie pomocy  gałęziom i liściom to rozwiązanie jedynie tymczasowe; dopóki nie zapewnimy zdrowia korzeniom, nie możemy zagwarantować go całemu drzewu. Z tego powodu bardzo podoba mi się koncepcja zrównoważonego rozwoju, zdefiniowana przez Światową Komisję ds. Środowiska i Rozwoju, jako „zaspakajanie potrzeb obecnego pokolenia bez narażania na szwank zdolności  przyszłych pokoleń do zaspokajania ich własnych potrzeb.” Ostatecznie, jeśli doktryna reinkarnacji okaże się prawdziwa – to my jesteśmy przyszłym pokoleniem. (….)

Jedyną rzeczą, która może nas – istoty ludzkie uratować, jest współczucie dla innych –  ludzi,  wszystkich gatunków zwierząt, drzew i innych roślin, oraz dla samej Ziemi. Większość ludzi troszczy  się przede wszystkim o swoją pracę, majątek, zdrowie lub rodzinę. W życiu codziennym prawdopodobnie czują oni, że są ważniejsze rzeczy, o które należy się martwić, niż wpływ naszych działań na środowisko. Poświęcenie uwagi tej kwestii oznaczałoby konieczność podjęcia niewygodnych wyborów i zmian w życiu.  Ja również zbytnio się od nich nie różnię.  Chociaż myślałem od wielu lat o tym, by zostać wegetarianinem, stałem się nim całkowicie dopiero kilka lat temu. Ktoś pokazał mi krótki film dokumentalny pokazujący cierpienie zwierząt przed i podczas aktu zabijania. Oglądając go mogłem poczuć ból doświadczany przez zwierzęta. Nagle uświadomiłem sobie, że te istoty cierpią tak straszliwe katusze tylko po to bym mógł zaspokoić swoje zakorzenione przyzwyczajenia. Jedzenie mięsa stało się dla mnie w tym momencie nie do przyjęcia, więc przestałem.

Pytanie brzmi, kiedy taki moment „nie do przyjęcia” przydarzy się nam wszystkim? Czy pozwolimy na podniesienie  się poziomu morza  tak, że  zakryje ono   wyspy na Pacyfiku, i zredukowanie Himalajów do nagich skał?  Czy pozwolimy na wymarcie zdumiewających gatunków fauny i flory, tak, że dla przyszłych pokoleń staną się jedynie historią z odległej przeszłości.  Czy wspaniałe kwitnące lasy powinny zamienić się w pola uprawne po to, by zaspokoić nasze nienasycone potrzeby? Czy mamy żyć z powiększającymi się  nieustannie  górami śmieci, ponieważ nie jesteśmy w stanie poradzić sobie ze skutkami konsumpcjonizmu? (….)

Fragment eseju  J.Ś.XVII Karmapy: Walking the Path of Environmental Buddhism through Compassion and Emptiness opublikowanego po raz pierwszy w grudniu 2011 roku w piśmieConservation Biology.

 Tłumaczenie robocze

źródło: http://www.ecobuddhism.org/wisdom/interviews/hhk2011 

Wkrótce tłumaczenie całości na stronie: http://ekobuddyzm.pl/

Ajarn Sulak Sivaraksa: Róbcie co w waszej mocy, lecz nie oczekujcie zwycięstwa

Wywiad z tajlandzkim mnichem buddyjskim i działaczem społecznym i ekologicznym, współzałożycielem International Network of Engaged Buddhism i Buddhist Peace Fellowship, Ajarnem Sulakiem Sivaraksą. Polecam!

Ecobuddhism: W swojej książce “Mądrość ekorozwoju” (Wisdom Of Sustainability), opisujesz konsumpcjonizm, jako “demoniczną religię”. Konsumpcjonizm jest jednym z głównych czynników odpowiedzialnych za kryzys klimatyczny. Jak i dlaczego, z buddyjskiego punktu widzenia można go opisać, jako demoniczną religię?

Sulak Sivaraksa: Z buddyjskiego punktu widzenia trzema podstawowymi przyczynami cierpienia są: chciwość, nienawiść i iluzja. Konsumpcjonizm zachęca do chciwości. Globalna społeczność jest obecnie zdominowana przez chciwość, poprzez reklamę w mediach, a także ponieważ ponadnarodowe korporacje przejęły władzę. Jest to powiązane z nienawiścią i przemocą. Przemoc jest ogólnie rzecz biorąc kontrolowana przez polityków, lecz coraz więcej polityków jest sterowanych przez ponadnarodowe korporacje. Tak więc chciwość sprawuje teraz kontrolę nad nienawiścią.

Chciwość i nienawiść idą ze sobą w parze. Ludzie chcą więcej i więcej, i jeśli nie mogą tego zdobyć – wybucha przemoc. Lecz u podstawy tego wszystkiego kryje się iluzja. Ludzie w gruncie rzeczy nie mają pojęcia kim właściwie są – dążą do osiągnięcia większej władzy, pieniędzy i luksusu, czegokolwiek. To są trzy podstawowe przyczyny naszego cierpienia.

Sądzę, że my – buddyści nie powinniśmy jedynie o tym nauczać. Powinniśmy wprowadzać to w życie. To z tego powodu ciągle powtarzam, ze konsumpcjonizm jest wyrazem chciwości. Większość rządów – nawet demokratycznych, nie mówiąc już o dyktaturach – promuje nienawiść. Lecz patrząc głębiej, jest to po prostu ułuda. Ułuda jest bezpośrednio związana z głównym nurtem edukacji, która uczy ludzi jak być sprytnym oraz upowszechnia chciwość i nienawiść. Szkolnictwo głównego nurtu nigdy nie uczy ludzi, w jaki sposób mogliby dowiedzieć się kim są. Nie uczy prawidłowego oddychania – podstawą jest zawsze “Cogito ergo sum” – myślenie jednowymiarowe.

Gdyby ludzi uczono prawidłowego oddychania, moglibyśmy stawić czoła chciwości, nienawiści i iluzji. To z tego właśnie powodu Jego Świątobliwość Dalajlama jest tak ważnym przykładem. Jest zwykłym mnichem, który wstaje każdego ranka oddychając we właściwy sposób. Można zobaczyć jak promieniuje jego mądrość i współczucie. Jednocześnie zdaje on sobie sprawę z tego, że to nie wystarczy. Stanowi dobrą podstawę, lecz musimy się także uczyć od współczesnej nauki, i połączyć ją z mądrością i współczuciem. Naukowe know-how pozbawione prawidłowego oddychania, mądrości i współczucia staje się sługą ponadnarodowych korporacji i rządów. Musimy się teraz zjednoczyć, aby zmienić samych siebie – a także zmienić ten świat.

więcej:  Ajarn Sulak Sivaraksa: Róbcie co w waszej mocy, lecz nie oczekujcie zwycięstwa | Ekobuddyzm – buddyzm ekologiczny.

Puszcza Białowieska: Stanowisko prof. Tomasza Wesołowskiego z Pracowni Biologii Lasu Uniw. Wrocławskiego

Poniżej fragmenty stanowiska wysłanego do redakcji „Polityki” w związku z artykułem opublikowanym w tygodniku, prezentującym tezę, zapisaną na okładce – „Białowieża: trzeba ciąć”. Całość ukaże się prawdopodobnie w kolejnym numerze tygodnika.

W najnowszej „Polityce” 49/11 ukazał się artykuł dra Jana Łukaszewicza z Instytutu Badawczego Leśnictwa „Zapuszczona puszcza”. Autor stawia w tekście dwie tezy: 1)  kontynuacja gospodarki leśnej wyrębów jest konieczna dla istnienia Puszczy Białowieskiej, 2) „różnej maści ekolodzy” włączając w to ministrów środowiska przeszkadzają leśnikom w pracy wyrębach, skutkiem czego puszcza ginie. Tezy te podkreśla hasło na okładce numeru: „Białowieża: trzeba ciąć”. Czy rzeczywiście trzeba? Dr Łukaszewicz twierdzi, że działalność człowieka, a dokładnie leśnika jest konieczna dla istnienia lasu, gdy z niej zrezygnować – las ginie. Problem jedynie w tym, że gospodarka leśna w formie takiej jak opisana w artykule pojawiła się nie więcej niż 300 lat temu i jest praktykowana tylko w niektórych rejonach świata głównie Europa i USA. Jak zatem wytłumaczyć istnienie lasów na tych obszarach Ziemi, na których nikt nie gospodarował, np. w Amazonii. Skąd się wzięła tajga syberyjska? Jak lasy mogły powstać już 385 milionów lat temu i przetrwać na Ziemi po dzień dzisiejszy bez ciągłej troski leśników?

więcej:  Puszcza Białowieska: Stanowisko prof. Tomasza Wesołowskiego z Pracowni Biologii Lasu Uniw. Wrocławskiego – puszcza-bialowieska.blogspot.com

Sądeczanin – Twój Nowy Sącz – sądecki portal informacyjny

Naukowcy twierdzą, że prowadzenie poszukiwań gazu łupkowego na terenie powiatu nowosądeckiego zagrozi środowisku naturalnemu i pozbawi uzdrowisko najcenniejszych złóż. Czy to zablokuje inwestycje, po których lokalne władze spodziewały się krociowych zysków? Decyzja już 6 grudnia.

więcej:  Sądeczanin – Twój Nowy Sącz – sądecki portal informacyjny.

Roshi Robert Aitken: Z Refleksji

Wielki amerykański mistrz Zen Robert Aitken był spadkobiercą Dharmy Roshiego Yamady Kouna, Opata Sanbo Kyodan  w Kamakurze. W 1941 roku został schwytany przez żołnierzy japońskich na wyspie Guam, a następnie internowany w Japonii na czas trwania Drugiej Wojny Światowej. W obozie został wprowadzony do buddyzmu Zen przez brytyjskiego uczonego i znawcę Haiku, R.H. Blytha. Po wojnie praktykował Zen w Japonii pod kierunkiem Roshiego Soena Yasutaniego Haku’una i Roshiego Yamady Kouna. W 1974 roku otrzymał pozwolenie na nauczanie, a w 1985 pełny przekaz od Roshiego Yamady. Roshi Aitken był autorem ponad dziesięciu książek na temat buddyzmu Zen. W 1959 roku w Honolulu  założył wraz żoną stowarzyszenie buddyjskie Diamentowa Sanga. Obecnie należy do niej wiele ośrodków buddyjskich w Europie, Ameryce Północnej i Południowej oraz Australii i Oceanii. Roshi Aitken był współzałożycielem Buddhist Peace Fellowship i w swoich pracach odzwierciedlał przekonanie, że buddyści powinni wykorzystywać swoje doświadczenie medytacyjne w pracy społecznej.  Roshi zmarł  w Honolulu 5-tego sierpnia 2010 roku w wieku dziewięćdziesięciu trzech lat.

z Refleksji

(Morning Star, 2003)

Miałem ostatnio przyjemność spotkania z Joanną Macy – Joanna mówi, że żyjemy w świecie, który może zginąć. Już  umierają całe gatunki i systemy podtrzymujące życie, a  ogromne ubóstwo, głód, ucisk, choroby i konflikty nękają coraz większą część istot zamieszkujących nasza planetę. Możemy temu zapobiec, jednakże mamy tendencję do działania tak, jakbyśmy nie wierzyli temu co się dzieje. Pyta ona, “W jaki sposób możemy być po prostu obecni – świadomi tego co się dzieje i pozwolić, by stało się to dla nas realne? Czeka nas wielka przygoda; czym jest to co pozbawia nas woli, kreatywności i  solidarności?”

Joanna uważa, ze wielu ludzi (szczególnie tych, których pociągają wschodnie ścieżki) rozwinęło poglądy na temat duchowości, które utrudniają im uświadomienie sobie własnej mocy do zainicjowania zmian. Wśród tych “duchowych pułapek”, które uniemożliwiają podjęcie współczującego działania wymienić można następujące poglądy:

  1. Zjawiskowy świat istot nie jest realny. Z takiej perspektywy ból innych i wynikające z niego nasze zobowiązania, wydają się mniej rzeczywiste niż przyjemność lub poczucie wyższości, jakich jesteśmy w stanie doświadczyć przekraczając je.
  2. Przyczyną jakiegokolwiek bólu, którego możemy doświadczyć postrzegając świat, jest nasze własne pożądanie i przywiązanie. Z tej perspektywy najlepszym sposobem  na radzenie sobie z cierpieniem staje się nieprzywiązywanie się do losu wszystkich istot, nie zaś po prostu brak przywiązania do problemów ego.
  3. Przez cały czas unilateralnie tworzymy nasz świat poprzez nasze własne subiektywne myśli.  Konfrontacja uważana jest za negatywne myślenie, akceptacja jest pozytywna. Dochodzi się do wniosku, że przeciwstawiając się niesprawiedliwości i zagrożeniom, tworzymy jedynie więcej konfliktów i niezrozumienia.
  4. Rezultatem tego jest przekonanie, że świat już jest doskonały, jeśli tylko postrzegamy go w sposób duchowy. Czujemy się tak spokojni, że wydaje się nam, iż  świat uspokoi się sam z siebie i nie ma potrzeby naszego działania.

Jest to jaskrawy przykład błędnych poglądów. Nasza odpowiedzialność i konieczność działania są oczywiste.

Myśląc o przyszłości

[The Morning Star 2003]

Wielkie korporacje, wspierane przez potężne instytucje finansowe, bezlitośnie niszczą naturalne siedliska ludzkie i siedliska tysięcy innych gatunków….Międzynarodowe konsorcja sprawują władzę absolutną nad wszystkimi innymi organami politycznego zwierzchnictwa.   Prezydenci , parlamenty  i ONZ przekazują  władzę decyzyjną  i nadzór, umożliwiając bezimiennym i pozostającym poza jakąkolwiek kontrolą korporacjom plądrowanie zasobów i grabież całych gospodarek.

Ludzie dobrej woli na całym świecie popadają w rozpacz z powodu takiego rozwoju procesów politycznych. Dawny entuzjazm związany z udziałem w wyborach drastycznie osłabł. W Stanach Zjednoczonych mniej niż 50% uprawnionych  oddaje swój głos.  Stało się jasne, że partie polityczne są nieskuteczne  i konieczne jest znalezienie innych praktycznych rozwiązań. Możemy rozpocząć to zadanie od spotkań w grupach nieformalnych wewnątrz naszych większych Sang, w celu przyjrzenia się kwestiom politycznym i gospodarczym z perspektywy buddyjskiej. Stanie się wówczas oczywiste, że tradycyjne nauki o współzależności poddają w wątpliwość  racjonalność gromadzenia bogactwa i systemu rządzenia opartego na strukturze hierarchicznej. Co, w takim razie, możemy zrobić?

Na pewno  możemy coś zrobić. Nasza praktyka Brahma Vihara (czterech Duchowych Cnót) – dobroci, współczucia, dobrej woli i bezstronności byłaby zupełnie bez znaczenia, gdybyśmy wyłączyli z naszej formalnej Sangi ludzi, zwierzęta i rośliny. Nic w naszych naukach nie upoważnia nas do pozostawania sektą, która ignoruje świat. Nie chodzi nam o to, żeby samemu ocaleć. Wprost przeciwne,  jest jasne, że jesteśmy w  tym wraz ze wszystkimi istotami.

Z pewnością nadszedł czas, kiedy musimy  otwarcie zabrać głos jako buddyści, wyrażając niezachwiany pogląd o harmonii jako Tao. Uważam również, że nadszedł czas, abyśmy zaoferowali naszą pomoc. Możemy sami zaangażować się w programy i działania na rzecz ochrony socjalnej  i ekologicznej, których do tej pory bezskutecznie domagaliśmy się od władz. Byłby to Buddyzm zaangażowany – Sanga  stanie się wówczas  czymś więcej,  niż  jedynie uniwersalną metafizyczną wspólnotą podobną  w formie do innych odmian konwencjonalnego społeczeństwa….Co więcej,  ta większa Sanga nie będzie Sangą jedynie buddyjską. Jeśli rozejrzymy się dokoła, zobaczymy, że już trwa  eklektyczna religijna rewolucja – możemy użyczyć jej naszego wsparcia.

Tłumaczenie: Jan Skoczylas

więcej: www.ekobuddyzm.pl

źródło: www.ecobuddhism.org

Uniwersalny zabójca – Onet Biznes

Przez długi czas popularny herbicyd Roundup uważano za nieszkodliwy i uniwersalny środek chwastobójczy. Obecnie naukowcy podejrzewają, że preparat powoduje nieodwracalne uszkodzenia ludzkiego płodu.

Federalny Instytut Oceny Ryzyka (BFR) w Berlinie wykazuje niezwykłe oznaki nerwowości. Dyrekcja zakomunikowała dziennikarzom, że będzie nagrywała wszystkie rozmowy w celu uniknięcia ewentualnych przekłamań lub błędnego cytowania wypowiedzi pracowników Instytutu. Jak by nie było chodzi o bardzo gorący temat: niezależna grupa naukowców w opublikowanym niedawno raporcie zarzuca kolegom z BFR, że przez dziesiątki lat przemilczali ryzyka dotyczące stosowania Roundupu – najpopularniejszego środka chwastobójczego na świecie. Najwybitniejsi naukowcy wchodzący w skład organizacji Earth Open Source zarzucają inspektorom z Federalnego Instytutu Oceny Ryzyka stronniczą interpretację danych, przychylną lobby przemysłowemu, umożliwiającą dopuszczenie herbicydu do sprzedaży na rynku europejskim. Ośmiu autorów raportu uważa, że kontrolerzy rządowi co najmniej od 1998 roku wiedzieli, że Roundup zawiera związek chemiczny o nazwie glifosat, który powoduje wady wrodzone u embrionów zwierzęcych.

więcej:  Uniwersalny zabójca – Onet Biznes.