Archive for the ‘Tybet’ Category

Masowe niezadowolenie zmusza wyznaczonego przez Chiny Panczenlamę do odwołania wizyty- www.phayul.com

Chiny odwołują od dawno przygotowywaną wizytę wyznaczonego przez rząd chiński „Panczenlamy” w prowincji Amdo w Tybecie, na skutek masowego bojkotu przez Tybetańczyków, w którym pomimo nakazów i pogróżek Chińczyków uczestniczą nawet lokalne władze…

Więcej: www.phayul.com

Teksty. Z perspektywy Tybetańczyków.Apel. Dolkar Co

Apel

Dolkar Co

Szanowny Adresacie,

Pochodzę z miasta Dziekundo w prefekturze Juszu prowincji Qinghai i nazywam się Dolkar Co. Do niedawna byłam zwykłą gospodynią domową, szczęśliwą żoną i matką. Mój mąż nazywa się Karma Samdup; pochodzi z okręgu Gondzio prefektury Czamdo i od dawna najwięcej czasu i energii poświęca ochronie kultury oraz środowiska naturalnego. Jest za to powszechnie szanowany. Mamy dwie cudowne, wesołe, dobre córeczki, które obecnie uczą się w szkole podstawowej w Chengdu. Teraz jednak mój niewinny mąż, oskarżony o „okradanie starożytnych grobowców”, został skazany na piętnaście lat więzienia. Nasze dziewczynki wciąż o tym nie wiedzą. Dzień i noc czekają na telefon od ojca. Zeszłoroczne trzęsienie ziemi i wiele innych niespodziewanych wydarzeń zniszczyły naszą prostą, ale szczęśliwą rodzinę.

Gdyby mój mąż rzeczywiście złamał prawo, nie błagałabym o litość i łaskę, lecz my – wszyscy jego przyjaciele, krewni i ja – znamy Karmę od lat, a po tym, co zobaczyliśmy na sali sądowej, mamy pewność większą niż kiedykolwiek, że mąż jest niewinny i nie popełnił żadnego przestępstwa.

Karma urodził się w górskiej wiosce, nie odebrał żadnego formalnego wykształcenia, ale zawsze był dobrym i inteligentnym człowiekiem. Jako dziecko zaczął robić drobne interesy, by z czasem stać się znanym i szanowanym biznesmenem. W przeciwieństwie do innych bogatych rodzin wciąż jednak żyjemy bardzo skromnie, ponieważ Karma przeznaczał wszystkie ciężko zarobione pieniądze na ochronę kultury i środowiska naturalnego. Budował też mosty, odnawiał szkoły i wspierał ubogie wdowy z rodzinnych stron. Założył organizację ekologiczną „Trzech rzek”, która zdobyła wiele najbardziej prestiżowych nagród. W celu opieki nad zabytkami powołał do życia „Drogę dzi kulturowej komunikacji”. Często współpracował z regionalnymi muzeami, podpisał nawet umowę z Chińskim Centrum Badań Tybetologicznych w sprawie przekazania państwu dwustu antyków. Sprawą mu najdroższą było promowanie harmonijnych relacji między ludźmi i między człowiekiem a przyrodą. Zawsze przestrzegał prawa, zawsze kochał kraj i rodzinę, zdobywając w ten sposób zaufanie i szacunek przyjaciół z wielu grup etnicznych. Najbardziej lubił zawierać przyjaźnie z intelektualistami z Chin właściwych, uwielbiał studiować wspaniałą kulturę chińską i nigdy nie miał żadnych separatystycznych zapatrywań. Jego znajomi i krewni uważają, że zawsze działał na rzecz jedności wszystkich nacji i że mógłby służyć za wzór praworządnego obywatela. I teraz ten człowiek jest za kratami, torturowany tak, że nie mogłam uwierzyć własnym oczom, gdy 22 czerwca zobaczyłam w sądzie, że z wysokiego, potężnego, pucułowatego mężczyzny został wychudzony, zgarbiony strzęp człowieka. Widok był tak porażający, że zalaliśmy się łzami, zanim jeszcze zaczął mówić o torturach, jakim go poddawano. Mogłam sobie wyobrazić, przez co przeszedł, ale gdy opisywał, jakimi metodami zmuszano go do złożenia fałszywych, obciążających zeznań, dręcząc nocami i dniami, myśleliśmy, że pękną nam serca. Pół roku wiódł życie niezasługujące na tę nazwę. Często krwawił z wszystkich siedmiu otworów głowy i tracił przytomność, był głodzony i pozbawiany snu. Dopiero w sądzie dowiedzieliśmy się, że niemal stracił słuch w lewym uchu, niedowidzi i ciągle zmaga się z bólem. Mimo to – z determinacją, której nie umiemy sobie nawet wyobrazić – nie poddał się kłamstwu i pozostał prawym człowiekiem, co napawa nas, najbliższych, dumą i zgrozą.

Dla mnie, gospodyni domowej z ubogiej rodziny, cały ten proces był w oczywisty sposób nieuczciwy. Sędziowie słuchali wyłącznie prokuratora, ignorując pytania adwokatów. Tak zwany materiał dowodowy był pełen tylu luk i sprzeczności, że na pierwszy rzut oka wyglądał na sfabrykowany, ale ilekroć Karma i jego prawnicy – całkowicie zgodnie z prawem – prosili o przyjęcie dowodu lub przesłuchanie świadka, spotykali się z odmową. Zgodnie z wyrokiem mąż ma spędzić w więzieniu piętnaście lat – ta rażąca niesprawiedliwość świadczy o absolutnym braku bezstronności. Karma powiedział to w ostatnim słowie. Jak człowiek, który chroni zabytki i opłakuje zagładę każdego z nich, mógłby „niszczyć starożytne grobowce”? Jak ktoś ukształtowany przez tradycyjne wierzenia pełne przesądów wobec grobów miałby „sprzedawać trumny i zmumifikowane zwłoki” oraz „plądrować” miejsca pochówku? Nie umiemy pojąć, jak mógł go spotkać taki koszmar, skoro mamy postępową partię, rząd i sprawnie działający system prawny.

Niedawno w naszym kraju przyjęto przepisy zabraniające przedstawiania fałszywych dowodów, zwiększające ochronę praw obywatelskich i mające zapobiegać niesprawiedliwym wyrokom zrodzonym z czystej nienawiści. Daje mi to nadzieję, że ponowne dochodzenie zostanie przeprowadzone zgodnie z prawem, co zagwarantuje Karmie sprawiedliwość. Mąż służył swojemu państwu całe życie. Jestem przekonana, że będzie robił to dalej, nie tracąc nic ze swego idealizmu.

Dziś na moich barkach spoczywa ciężkie brzemię odpowiedzialności za rodzinę, prowadzenie interesów i sprawę sądową. Nasze niewinne dzieci ciągle nie wiedzą, przez co przechodzi ich ojciec. Nie idzie tu tylko o Karmę – w sierpniu zeszłego roku aresztowano także jego starszego brata Rinczena Samdupa i młodszego, Czimi Namgjala. Pierwszy czeka na proces, drugi, niepełnosprawny, 11 czerwca został przewieziony w policyjnym konwoju do szpitala. Pod koniec roku ich kuzyna skazano na półtora roku więzienia za „za podżeganie grupy chłopów do przedłożenia petycji władzom wyższego szczebla”. Następny, Rinczen Dordże, został zatrzymany przez policję w Xinjiangu w związku ze sprawą Karmy. Nie wiadomo, gdzie jest przetrzymywany. Za kratami mam więc już pięciu członków rodziny. Ilekroć myślę o spokojnym życiu, jakie wiodłam wcześniej, dławi mnie smutek.

Żarliwie proszę odpowiednie departamenty o przypomnienie funkcjonariuszom lokalnym o konieczności przestrzegania prawa i traktowania człowieka tak dobrego jak Karma w sposób ludzki. Ta sprawa powinna stać się modelem stosowania nowych przepisów. Nie tylko przywróci do życia człowieka, którego potraktowano okrutnie, odbierając należne mu prawa, ale i posłuży za cenny wzór, który pozwoli zapobiegać podobnym tragediom w przyszłości. I, co najważniejsze, zachęci członków wszystkich grup etnicznych do budowania jedności oraz harmonijnego współistnienia.

Raz jeszcze proszę tych, którzy za to odpowiadają, o zwrócenie uwagi na tę sprawę i los Karmy Samdupa. Najwyższy wam za to szacunek i wdzięczność. Taszi delek!

Dolkar Co

25 czerwca 2010

Za High Peaks Pure Earth.

Tekst apelu opublikował na swoim blogu adwokat Pu Zhiqiang. Wpis błyskawicznie usunęła cenzura. Starszy brat Karmy, Rinczen Samdup, został 3 lipca skazany na pięć lat więzienia za „podżeganie do separatyzmu”; dwa dni później policja zatrzymała Tasziego Topgjala, szóstego krewnego Dolkar Co.

źródło:

hfhrpol.waw.pl:Apel.

Dalajlama w wywiadzie dla Die Welt: „Jestem zwolennikiem globalizacji”

Dharamsala, HP, Indie, 5 lipca 2009 (Joerg Eigendorf, Die Welt) – Dotarcie do Dalajlamy to długa i niebezpieczna podróż. Przywódca religijny i głowa państwa tybetańskiego mieszka na emigracji u stóp Himalajów, dwie godzin lotu samolotem na północ od Delhi. Jego rezydencja znajduje się w Dharamsali na idylliczny wzgórzu obok świątyni buddyjskiej. Ci, którzy chcą się do niego dostać muszą przejść przez bardzo rygorystyczną kontrolę przeprowadzaną zarówno przez indyjskich, jak i tybetańskich funkcjonariuszy służby bezpieczeństwa. Nawet odkryte palce są przez nich obmacywane.

Istnieją ogromne obawy o jego bezpieczeństwo. Z jednej strony, ponad pięćdziesięcioletnia pokojowa walka o autonomię dla Tybetu uczyniła z laureata Pokojowej Nagrody Nobla międzynarodową supergwiazdę, z drugiej zaś, od 1959 roku Chińczycy widzą w nim swojego największego wroga.

Już wiele lat temu ten buddyjski mnich przestał koncentrować się jedynie na kwestii tybetańskiej oraz walce przeciwko przemocy i zajął się problemami globalnej gospodarki, a szczególnie próbami znalezienia odpowiedzi na pytanie o możliwość bardziej sprawiedliwego podziału kumulowanego przez nią bogactwa. Wkrótce po zakończeniu swojej podróży do Niemiec, Dalajlama ostrzega nie tylko przed chciwością, lecz także przed nadmierną ufnością w instytucje państwowe.

Welt Online: Wasza Świątobliwość, dla Tybetańczyków jesteś boskim królem i masz także wielu ubóstwiających Cię wyznawców na zachodzie. Czy masz jakieś słabości?

Dalajlama: (śmieje się) Tak, jestem leniwy. Oczywiście wstaję każdego ranka o 3: 30 i trochę ćwiczę, medytuję, jem śniadanie i znowu medytuję. Trwa to od czterech do pięciu godzin. Jeśli chodzi o sprawy duchowe – nie jestem leniwy. Lecz kiedy siedzę w samolocie, widzę zawsze ludzi, którzy czytają, piszą lub pracują na swoich komputerach przygotowując prezentacje. Ja nigdy tego nie robię – żadnej pracy domowej, żadnych przygotowań. To są oznaki mojego lenistwa.

Welt Online: Czy martwi to Waszą Świątobliwość?

Dalajlama: Nie, ponieważ przygotowując się do czegoś zbyt intensywnie mam zawsze poczucie, że staje się to czymś sztucznym. Czuję się o wiele lepiej, gdy jestem spontaniczny, ponieważ wtedy to co robię płynie prosto z serca.

Welt Online: Czy Wasza Świątobliwość jest w stanie wyobrazić sobie jak dużo czasu zajęło mi przygotowanie się do tego wywiadu?

Dalajlama: (śmieje się znowu): Jesteś Niemcem, więc wszystko musi być zrobione bardzo dokładnie. Poza tym, twoje pytania muszą być interesujące. Gdybym to ja miał zadawać pytania, też bym się do tego przygotowywał. Moim zadaniem jest jedynie odpowiadanie na twoje pytania. Jeśli nie będę znał odpowiedzi, po prostu ci powiem.

Welt Online: Ok, w jaki sposób możemy w najbliższej przyszłości poradzić sobie z kryzysem finansowym?

Dalajlama: Widzisz, to jest jedno z takich pytań – nie wiem. Muszą o tym zdecydować politycy. Nie jestem ekspertem w dziedzinie rozwiązywania poważnych kryzysów. Dotyczy to również przemocy i terroryzmu. Na krótką metę rządy będą musiały podjąć działania w celu zapewnienia bezpieczeństwa swoim obywatelom, to powinno zostać zrobione. Lecz podejmując te wszystkie doraźne działania, nie powinniśmy zapominać o podstawowej przyczynie problemu.

Welt Online: Co, zdaniem Waszej Świątobliwości, jest podstawową przyczyną kryzysu finansowego?

Dalajlama: Chciwość i hazard. Wielu ludzi i wiele przedsiębiorstw ma tylko jeden cel: pieniądze, pieniądze, i więcej pieniędzy. Chciwość jest w porządku, jeśli pozwalasz innym odnosić z niej korzyści, lecz zachłanność w połączeniu z myśleniem o jedynie własnym zysku jest zła, staje się chorobą. Egoistyczne pragnienie ciągłego zarabiania coraz większej ilości pieniędzy szkodzi zarówno przedsiębiorstwom, jak i indywidualnym jednostkom. Jest to największa słabość wielu menadżerów – potwierdził to obecny kryzys finansowy.

Welt Online: Więc jest w porządku zarabiać dużo pieniędzy, jeśli dzielimy się nimi z innymi?

Dalajlama: Bogactwo nie musi być koniecznie złą rzeczą, pod warunkiem, że zostało zgromadzone w sposób uczciwy i nie ucierpieli na tym ani inni ludzie ani środowisko naturalne. Jako buddyści uznajemy bogactwo za wstępny warunek szczęśliwego życia. Lecz miliarder ma również tylko dziesięć palców. Możemy założyć trzy lub cztery pierścienie na każdy z nich, ale wyglądałoby to raczej dziwnie. Wielu milionerom, którzy nie dzielą się z innymi, wydaje się, że odczuwają zadowolenie z powodu swojego bogactwa, lecz jest to satysfakcja wymyślona, nieprawdziwa. Bogaci ludzie powinni pomóc ograniczyć ubóstwo.

Welt Online: Niektórzy menadżerowie zarabiają 10, 20 lub nawet 30 milionów euro rocznie. Czy Wasza Świątobliwość naprawdę nie widzi w tym żadnego problemu?

Dalajlama: Podobnie jak w przemyśle muzycznym lub sporcie zdarzają się wyjątki. Mogą oni zarabiać tyle ile chcą, dopóki pozostaje to przejrzyste i można ustalić, dlaczego zarabiają tak dużo pieniędzy. Niestety takich ludzi jest bardzo niewielu. Natomiast jest czymś niedopuszczalnym, aby dyrektor naczelny nadal zwiększał swój majątek, gdy jego przedsiębiorstwo stacza się w kierunku bankructwa, akcjonariusze tracą swoje oszczędności a pracownicy tracą pracę lub zarabiają zbyt mało, by zapewnić sobie życie na przyzwoitym poziomie.

Welt Online: Załóżmy, że dyrektor generalny może rozwinąć produkcję oprogramowania komputerowego w Indiach ponosząc dziesięciokrotnie mniejsze koszty niż gdyby miało to mieć miejsce w Niemczech. Aby to zrobić musi zlikwidować 1 000 miejsc pracy w Niemczech i stworzyć nowe w Indiach. Właściciele firmy naciskają, aby to zrobił. Co ten menadżer powinien zrobić?

Dalajlama: Menadżer powinien spojrzeć na sytuację z każdej możliwej strony – z punktu widzenia akcjonariuszy, pracowników, klientów i całego społeczeństwa. Tak, nawet społeczności światowej. Dobry menadżer powinien mieć jasny obraz sytuacji. Wydaje się to oczywiste, lecz niestety nie zdarza się zbyt często. Zazwyczaj chodzi tylko o maksymalizację zysków.

Welt Online: Przedsiębiorstwa nie mogą przetrwać bez zysków.

Dalajlama: To prawda, lecz przedsiębiorstwa są żywymi, złożonymi organizmami, nie zaś maszynami do kumulowania zysków. Z tego powodu zysk nie powinien być dla przedsiębiorstwa celem, lecz raczej rezultatem dobrej pracy. Podobnie jak człowiek nie przetrwa długo bez wody i pożywienia, przedsiębiorstwo nie może przetrwać bez dochodów. Lecz w żadnym wypadku nie ograniczałbym do tego celu ludzkiej egzystencji, ponieważ pożywienie i woda są tylko warunkami wstępnymi dla pełnego znaczenia życia.

Welt Online: Jakie jest zdanie Waszej Świątobliwości o zachodnich firmach inwestujących w krajach, w których są niskie koszty produkcji? Czy jest to wyzysk, czy też pomagają one narodowym gospodarkom tych krajów zmniejszyć przepaść dzielącą je od krajów uprzemysłowionych?

Dalajlama: Zależy to od motywacji inwestora. Nie sadzę, aby wiele z firm inwestujących w Indiach lub Chinach, było rzeczywiście zainteresowanych dobrem Hindusów i Chińczyków. Często interesuje ich jedynie eksploatacja taniej siły roboczej, czemu jestem przeciwny. Jednakże, jeśli przedsiębiorstwo podejmuje moralną odpowiedzialność za poprawę jakości życia w Chinach i rzeczywiście chce temu krajowi pomóc, wtedy czerpanie zysków z taniej siły roboczej jest w porządku. Globalne przedsiębiorstwa mogą pomóc Chinom w demokratyzacji, zbudowaniu niezależnego systemu sądowego i zapewnieniu wolności prasy.

Welt Online: Wyrażając taki pogląd, Wasza Świątobliwość nie przysporzy sobie zbyt wielu przyjaciół wśród przeciwników globalizacji.

Jestem w gruncie rzeczy zwolennikiem globalizacji. W przeszłości społeczności i państwa mogły izolować się od reszty świata, lecz w dzisiejszych czasach stało się to niemożliwe. Jeśli szukamy organizacji, które dysponują odpowiednimi środkami i możliwościami, które mogłyby posłużyć do poprawy naszego świata, to ogólnoświatowe przedsiębiorstwa znajdują się na samej górze takiej listy. Szczególnie zintegrowane globalne korporacje mają ogromne możliwości pomocy krajom rozwijającym się w zasypaniu przepaści dzielącej je od czołowych krajów rozwiniętych.

Welt Online: Czy Wasza Świątobliwość nie popiera anty-globalistów?

Dajlama: Popieram ich, kiedy przypominają przywódcom i firmom, że chodzi tutaj o coś więcej niż jedynie o zwiększanie zysków. Jednocześnie, narastający sprzeciw wobec globalizacji wynika z naszej niechęci do pogodzenia się z faktem, że wszystko na tym świecie bezustannie się zmienia i prędzej czy później ulega rozpadowi. Dla buddystów jest to jedna z podstawowych prawd, które trzeba zaakceptować.

Welt Online:To liberalne nastawienie niezbyt pasuje do kogoś, kto pewnego razu określił się mianem: ‘marksistowskiego mnicha’. Czy wasza Świątobliwość nadal się za takiego uważa?

Dalajlama: Tak, dalej uważam się za ‘marksistowskiego mnicha’. Również w tym nie widzę żadnej sprzeczności. Teoria marksistowska podkreśla znaczenie sprawiedliwej dystrybucji bogactwa. Z moralnego punktu widzenia, jest to żądanie właściwe. Z drugiej strony, kapitalizm uważa za wartość gromadzenie bogactwa – jego dystrybucja nie ma początkowo znaczenia. W najgorszym możliwym scenariuszu – bogaci będą się nadal coraz bardziej bogacić, podczas gdy biedni będą się stawać coraz biedniejsi.

Welt Online: W takim razie dlaczego Wasza Świątobliwość tak zdecydowanie opowiada się przeciwko komunizmowi i socjalizmowi?

Dalajlama: Komunizm? Co to jest komunizm? Czy Chiny są krajem komunistycznym? (śmieje się głośno). Jestem zdezorientowany. Chińscy komuniści są komunistami bez ideologii komunistycznej. Lecz jeśli masz na myśli socjalizm podobny do tego jaki istniał początkowo w państwach Bloku Wschodniego a obecnie w Korei Północnej i na Kubie – to uważam, że jest on sprzeczny z naturą ludzką, ponieważ zabija kreatywność. Ludziom nie wystarcza, że mają co jeść, w co się ubrać i dach nad głową. Potrzebujemy również samorealizacji. Budda zachęcał przedsiębiorców do dążenia do sukcesu dzięki niezawodności i sztuce sprzedaży. Ci, którzy odnieśli sukces mogą pomagać innym.

Welt Online: Jednak Wasza Świątobliwość przez długi czas podziwiał Mao Zedonga. Jak mógł się Wasza Świątobliwość tak bardzo pomylić?

Dalajlama: Jestem nadal przekonany, że w swoich wczesnych latach do połowy lat pięćdziesiątych, Mao Zedong należał do marksistów, którzy rzeczywiście chcieli pomóc robotnikom i rolnikom. W połowie lat pięćdziesiątych spędziłem sześć miesięcy w Pekinie i następne cztery w innych częściach Chin. Przywódcy partyjni, tak jak ich postrzegałem, byli naprawdę oddani swojej sprawie.

Welt Online: Dlaczego Mao wywarł na Waszej Świątobliwości tak duże wrażenie?

Dalajlama: Wyglądał zawsze jak rolnik – jego ubrania były stare i zniszczone. Mówił bardzo powoli, każde jego słowo niosło ze sobą znaczenie. Nie kręcił, nie unikał trudnych tematów, nie rozdrabniał się, zawsze przechodził od razu do sedna sprawy. Wszyscy członkowie jego partii, których spotkałem w tamtym czasie, zachowywali się podobnie, co wywarło na mnie duże wrażenie.

Welt Online: Na czym, zdaniem Waszej Świątobliwości, polegał błąd Mao?

Dalajlama: Mao powiedział kiedyś, że partia komunistyczna powinna być poddawana krytycznej ocenie i, że bardzo ważna jest samokrytyka. Bez krytycznej oceny każdy system sprawowania władzy jest jak ryba bez wody. Lecz później, w 1957 roku, wszyscy funkcjonariusze partyjni, którzy odważyli na krytykę, zostali nagle wyeliminowani. Ten system zawiódł z powodu własnej arogancji i braku samodyscypliny. Zniesienie własności prywatnej sprawiło, że wiele rzeczy znalazło się w rękach państwa, a faktycznie zostało przekazanych sprawującej totalitarną władzę partyjnej elicie – bardzo podobnej do dawnej arystokracji.

Die Welt: Jaką rolę w gospodarce powinno, zdaniem Waszej Świątobliwości, pełnić państwo?

Dalajlama: Jest to bardzo trudne pytanie. Nie sądzę, aby można było ustanowić równość na szczeblu państwowym. Instytucje państwowe mogą spowodować wiele szkód. To właśnie z tego powodu przestrzegam przed zbytnimi oczekiwaniami wobec rządów, jeśli chodzi o redystrybucję lub regulację rynków finansowych. Ludzie zawsze znajdą sposoby na obejście przepisów i prawa – nawet, jeśli są to najlepsze przepisy i prawa. Czy sądzisz, że to brak odpowiednich uregulowań prawnych doprowadził do obecnego kryzysu finansowego? Prawo w Stanach Zjednoczonych jest bardzo dobre, lecz odpowiedzialne działanie wymaga czegoś więcej niż tylko przestrzegania prawa.

Welt Online: Wasza Świątobliwość uważa, ze wolny rynek nie działa w sposób właściwy i jednocześnie nie wierzy w jego regulację. Czego więc potrzebujemy?

Dalajlama: Nazywam to „odpowiedzialną gospodarką wolnorynkową”. Ostatecznie zależy to od każdej indywidualnej jednostki – poczucia moralnej odpowiedzialności, samodyscypliny i wartości, którymi każdy z nas się kieruje. Obecny kryzys finansowy nie jest jedynie kryzysem gospodarki rynkowej, lecz w większym stopniu kryzysem wartości.

Welt Online: W porządku, w takim razie najważniejszą rzeczą, jaką musimy zrobić, jest wysłanie wszystkich przywódców państw i szefów wielkich firm do zgromadzeń buddyjskich, aby mogli nauczyć się samodyscypliny i uzyskać trochę moralności.

Dalajlama (śmieje się): Trzytygodniowe seminaria w naszych zgromadzeniach nie zmienią zbyt wiele. Byłoby to jak położenie kawałka lodu na skale – w chwilę później skała stałby się mokra, ale nic więcej. Dalej byłaby skałą. Oczekiwanie bardzo szybkich, systematycznych zmian w światowej gospodarce jest nierealistyczne. Zmiany muszą najpierw nastąpić w każdej pojedynczej osobie i w przedsiębiorstwach. Zależy to od wysiłku, jaki włożymy w edukację, mam tutaj na myśli to, że trzeba zacząć od przedszkola, a nie kilkutygodniowe seminaria.

Die Welt: Tak więc zdaniem Waszej Świątobliwości szkoły nie powinny skupiać się jedynie na nauczaniu matematyki, historii i języków, w programach szkolnych powinno znaleźć się więcej miejsca na naukę moralności, etyki i religii.

Dalajlama: Historia, matematyka i ekonomia – wszystkie te przedmioty służą rozwijaniu intelektu. Lecz odpowiedzialność – odpowiedzialność moralna i odpowiedzialność społeczna – te rzeczy wypływają z serca. Połączenie ich z mocą intelektu, jest tym, czego potrzeba rządom i wielkim przedsiębiorstwom. Dam ci przykład: my Tybetańczycy wierzymy, że rozwiązanie naszego narodowego konfliktu z Chinami może zostać osiągnięte jedynie metodami pokojowymi. Uczymy tego od przedszkola poprzez wszystkie kolejne poziomy edukacji. Kiedy Tybetańczyk staje w obliczu konfliktu, jego reakcją powinno być: „W jaki sposób mógłbym to rozwiązać na drodze dialogu”. Jest dla nas ważne, aby młodzi ludzie w naszych szkołach rozumieli, że stosowanie przemocy nie jest właściwą drogą, że nie da się za jej pomocą rozwiązać problemów. Dzięki edukacji i praktyce takie nastawienie stało się częścią życia wielu Tybetańczyków. Istnieje potrzeba takiego samego podejścia w dziedzinach gospodarki i sprawiedliwości.

Die Welt: Jak wiele dekad lub stuleci minie, zanim staniemy się naprawdę gotowi do „odpowiedzialnej gospodarki wolnorynkowej”?

Dalajlama: Obecny kryzys finansowy i gospodarczy przyspieszy ten proces, ponieważ ludzie, którzy myślą tylko o pieniądzach, a nawet śnią o nich – są przezeń najbardziej dotknięci. Ten kryzys jest bardzo dotkliwy dla wielu ludzi, lecz pokazuje także, że wartość pieniędzy jest ograniczona i nie dają one poczucia bezpieczeństwa. Bardziej niż na pieniądzach polegać można na wartościach wewnętrznych takich jak: przyjaźń, zaufanie, uczciwość i współczucie – one zawsze przynoszą szczęście i siłę.

Die Welt: Niewielu ludzi awansuje w hierarchii społecznej lub zawodowej dlatego, że cenią sobie przyjaźń, zaufanie i współczucie. Czy podejście Waszej Świątobliwości nie jest nieco idealistyczne?

Dalajlama: To, o czym mówisz jest jedną z największych sprzeczności. Ci, którzy zaznaczają swój autorytet, mają często niewielką moralność, zaś ludzie o wysokim poczuciu moralności nie potrafią tego zrobić. Nawiasem mówiąc, problem ten występuje znacznie częściej w socjalizmie niż w ekonomii. Znanych jest wiele przypadków niekompetentnych przywódców zarządzających ludźmi kompetentnymi i ograniczających ich swobodę. Co się wtedy dzieje, mieliśmy możliwość zobaczyć. Przedsiębiorstwo, które zachowuje się w ten sposób, upadnie, ponieważ marnuje zbyt wiele ludzkiego potencjału i nigdy nie będzie w stanie rozwinąć swojego własnego systemu wartości.

Die Welt: Dla każdego dyrektora naczelnego niezwykle istotną sprawą jest znalezienie odpowiedniego następcy. Znalezienie następcy Waszej Świątobliwości jest przedsięwzięciem o wiele bardziej skomplikowanym i szeroko zakrojonym. Czy martwi to Waszą Świątobliwość?

Dalajlama: To nie jest trudne. Jako zwykły mnich, gdy umrę, nie potrzebuję następcy. Jeśli chodzi o rolę Dalajlamy, jako szefa rządu: zrzekłem się wszystkich swoich rządowych obowiązków osiem lat temu – mamy demokratycznie wybrany rząd, więc to też nie jest problem. Pozostaje jedynie pytanie o następcę Dalajlamy, jako przywódcy religijnego. W 1969 roku powiedziałem, że Tybetańczycy sami muszą zdecydować czy będzie 15 Dalajlama. Zaproponowałem coś, lecz nie mogę i nie chcę bardziej się w to angażować.

Welt Online: Czy Wasza Świątobliwość zdaje sobie sprawę z tego, że bardzo wielu szefów państw z całego świata chciałoby się z Waszą Świątobliwością spotkać, lecz nie robią tego z obawy o pogorszenie relacji gospodarczych z Chinami?

Dalajlama: Uważam to za całkiem w porządku, jeśli polityk bierze pod uwagę wszystkie opcje i podejmuje wyważone decyzje mając na względzie dobro swojego narodu. Jednakże wielu z nich przychodzi to zbyt łatwo – interesuje ich jedynie to, by ich własne firmy zarobiły jak najwięcej pieniędzy. Czy jest to dla mnie poważny problem? Nie specjalnie. Zajmuje mnie przede wszystkim promowanie ludzkich wartości, takich jak: harmonia, odpowiedzialność i dobroczynność. Aby móc to robić potrzebuję rozmawiać ze zwykłymi ludźmi, a nie z ich przywódcami. Jeśli szef państwa chce się ze mną spotkać z powodów duchowych, z radością to zrobię. Jeśli nie, to nie, i nie ma w tym żadnego problemu. Nie podróżuję po świecie jedynie dla dobra mojego narodu i sprawy przyszłości Tybetu – chciałbym dotrzeć do tak wielu ludzi, jak to tylko możliwe.

Welt Online: Czy obecne stulecie będzie charakteryzować się wzrostem znaczenia Chin?

Dalajlama: Chiny stały się ogromna potęgą. Stanowi to dowód na to, że gospodarka może rozwijać się o wiele lepiej w warunkach większej wolności na poziomie korporacyjnym. Chinom brakuje jednak wartości, na których mogłoby się oprzeć społeczeństwo. Standardy, które były odpowiednie przed rewolucją komunistyczną, są już dawno nieaktualne. A co zajęło ich miejsce? Nic – tylko pieniądze. Elita komunistyczna myśli tylko o władzy i pieniądzach. Może to być bardzo destrukcyjne.

Welt Online: Religia, instytucje państwowe i gospodarka bardzo się od siebie oddaliły. Czy Wasza Świątobliwość naprawdę wierzy w to, że przywódcy religijni tacy jak Wasza Świątobliwość i papież, mogą zmienić ten świat na lepsze?

Dalajlama: Nie podróżuję po świecie, jako przywódca religijny. Jestem zwykłym człowiekiem, zwykłym mnichem. Oczywiście mam więcej możliwości, ponieważ jestem przyjmowany jako Dalajlama i ponieważ zgromadziłem wiele doświadczeń w czasie 50 lat życia na uchodźstwie. Tymi doświadczeniami mogę się teraz dzielić z ludźmi. Lecz zasady moralne, o których tutaj mówimy dają mi wewnętrzną siłę, a wewnętrzna siła daje mi wewnętrzny spokój. W ten sposób mam nadzieję dotrzeć do ludzi.

Welt Online: Jak się Wasza Świątobliwość czuje mieszkając w pięciogwiazdkowych hotelach podczas swoich podróży zagranicznych?

Dalajlama: Jeśli mam być szczery, nie czuję się dobrze w wielkich pokojach hotelowych. Czasem wydaje mi się, że w pokoju może być jakiś duch (śmieje się).Dlatego zawsze proszę o skromne i proste zakwaterowania. Lubię mieszkać w miejscach nowoczesnych, czystych i wygodnych. Jednak zazwyczaj nie mam wpływu na to gdzie mieszkam.

Welt Online: Czy Wasza Świątobliwość nie ma wyrzutów sumienia, gdy mieszka w luksusowych warunkach?

Dalajlama: A dlaczego miałbym je mieć? Kiedy czuję się dobrze, mogę zrobić więcej dla innych. Ale oczywiście to boli, gdy widzę biednych ludzi. Pewnego razu w Wiedniu, gdy kładłem się spać, zobaczyłem na zewnątrz mężczyznę leżącego na ulicy. Był tam ciągle, kiedy obudziłem się rano. Posłałem mu owoce i chleb, chociaż wiedziałem, że przyniesie mu to tylko chwilową ulgę w jego agonii.

Welt Online: Kiedy po raz ostatni Wasza Świątobliwość był nieuczciwy bądź niesprawiedliwy?

Dalajlama (myśli): Czasami tracę cierpliwość, ale zawsze potem przepraszam. Zdarza się to czasami.

Welt Online: Wasza Świątobliwość napisał całe książki na temat szkodliwości gniewu i mimo to ciągle czasami się złości?

Dalajlama: Oczywiście. Nie chodzi o to, żeby wyeliminować gniew, lecz raczej o to, aby znaleźć jego przyczynę i przeciwdziałać mu. Jeśli nie wiesz skąd się bierze gniew i nie robisz nic, aby mu przeciwdziałać, będzie on wzrastał. Gniew jest destrukcyjną emocją wypływającą z arogancji. Dlatego właśnie musimy znaleźć jego przyczynę i starać się zapobiegać jego powstawaniu.

Welt Online: Wasza Świątobliwość nie posiada karty kredytowej ani rachunku bankowego. Czy są jakieś przedmioty, których Wasza Świątobliwość naprawdę potrzebuje, takie, bez których Wasza Świątobliwość nie mógłby żyć? Jak na przykład domowy sprzęt do ćwiczeń?

Dalajlama: Nie, nie ma takich rzeczy, bez których nie mógłbym się obyć. Nauczyłem się takiego nastawienia, kiedy byłem dzieckiem.

Tłumaczenie z niemieckiego: Carolin Wittek

Tłumaczenie na polski: J.S

źródło: www.dalailama.com